Styczeń 2026 »
PnWtŚrCzPtSoNd
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
  Pb 95
  ON
  Lpg
 
  USD
  EUR
  CHF
 
Google
Baza firm
Wiadomości
Ogłoszenia
Nieruchomości
Motoryzacja
Menu Online
   
Kategoria: Aktualności
Ile jeszcze kłamstw?
Rozmiar tekstu: A A A
- To niedopuszczalne, by idący ulicą człowiek został zmasakrowany, a po dziewięciu miesiącach jeszcze nie ustalono winnych tej tragedii - dzwonili Czytelnicy po naszym piątkowym artykule o Kazimierzu Kazuli, którego o mało nie zabiło ramię ulicznej latarni. Tymczasem ratusz wie swoje. Ba! Ustalił nawet więcej niż prokuratura. Przypomnijmy, że 30 kwietnia ubiegłego roku na Placu Zwycięstwa w Słupsku w czasie remontu, robotnicy z Elektromontu - podwykonawcy "Dróg i Mostów", demontowali lampy. Trzyipółmetrowe ramię jednej z nich z wysokości 10 metrów spadło z dźwigu na przechodzącego Kazimierza Kazulę. Pokrzywdzony miał m.in. krwiaka i stłuczenie mózgu, rozerwany nos i policzek, złamaną szczękę, rany szarpane klatki piersiowej. Żebra rozerwały mu płuca i osierdzie, odłamki kości twarzy uszkodziły przewód pokarmowy. Mimo że wykonawcy robót naruszyli przepisy BHP, wydający opinię biegły nie stwierdził związku między tym naruszeniem a wypadkiem. W tej sytuacji prokuratura już drugi raz umorzyła sprawę. Nas w tej sprawie zbulwersował również fakt, że urzędnicy ratusza, pod którym doszło do tragedii, do dzisiaj nie zauważyli ofiary. Mało tego! Po naszym artykule Marek Sosnowski, rzecznik Urzędu Miejskiego domaga się sprostowania. Co mamy sprostować?

- Prezydent Maciej Kobyliński nie odwraca się do poszkodowanego plecami. W wigilię odwiedził pana Kazulę w hospicjum i rozmawiał z nim - twierdzi rzecznik.

- Nieprawda. Mąż leżał w hospicjum dopiero od 30 grudnia - pokazuje nam zaświadczenie pani Urszula Kazula.

- Żona poszkodowanego domagała się natychmiastowego spotkania z prezydentem w sprawie odszkodowania od miasta za wypadek męża - utrzymuje rzecznik.

- To kłamstwo - twierdzi żona ofiary. - Byłam w ratuszu 14 czerwca. Chciałam porozmawiać, bo nawet nie wiedziałam, jaka firma wykonywała prace. Zapisano mnie na spotkanie, ale później nie zaproszono.

- Według relacji pracujących przy wymianie oświetlenia robotników, poszkodowany nie przechodził przez teren budowy, ale przez cały czas tam przebywał i nie odchodził, mimo apeli o opuszczenie tego miejsca - twierdzi rzecznik.

- Nieprawda. Tego nie ustalono w dochodzeniu - mówi mec. Anna Bogucka-Skowrońska, pełnomocnik Kazulów. - W aktach nie ma śladu, by ktokolwiek tak zeznał.

Wczoraj do prokuratury w Słupsku dotarło zażalenie pani mecenas na umorzenie postępowania. Oby skuteczne. (ber)

Fot. Artur Stencel
 
 

Informacje na temat artykułu:
Źródło:Głos Słupski
data dodania:2005-01-18
wyświetleń:1042

Copyright 2003-2026 by Studio Reklamy "Best Media". Wszelkie prawa zastrzeżone. Aktualnie On-Line: 37 Gości