Styczeń 2026 »
PnWtŚrCzPtSoNd
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
  Pb 95
  ON
  Lpg
 
  USD
  EUR
  CHF
 
Google
Baza firm
Wiadomości
Ogłoszenia
Nieruchomości
Motoryzacja
Menu Online
   
Kategoria: Aktualności
Las marketów
Rozmiar tekstu: A A A
Lubimy robić zakupy w hipermarketach. Mamy większy wybór, a ceny są często niższe. To, że lubimy duże sklepy widać w podsłupskim Realu. Kolejki nie znikają z Kauflandu, Biedronki, Viki, Bomi i Netto. W najbliższym czasie w Słupsku ma powstać Castorama - sklep z artykułami budowlanymi i wyposażeniem wnętrz, Obi - market techniczny oraz Leclerc i Tesko lub Geant. Otwarcie pierwszego hipermarketu w powiecie stało się wielkim wydarzeniem. Za kilka lat będzie można powiedzieć, że na każdym większym osiedlu stoi hipermarket. Pojawia się jednak pytanie - czy nie za dużo tych „wielkoformatowych” sklepów w Słupsku? Zadają je sobie biznesmeni, handlowcy i gastronomicy. Coraz głośniej, przy kolejnych informacjach o powstaniu sklepów mówią oni, że kolejne pozwolenie na wielki sklep zabija lokalny handel, prowadzi do zwolnień w osiedlowych sklepach i hurtowniach. Tak było m.in. niedawno, gdy stało się pewne, że przy ul. Hubalczyków powstanie Castorama.

- Jak to jest, że we Francji, skąd pochodzi sieć sklepów Castorama, nie wpuszcza się obcego kapitału. Pewnie żaden polski market nawet nie miałby co się starać o pozwolenie na budowę. Tam się dba o miejscowe firmy – mówiła podczas wrześniowej sesji słupskiej Rady Miejskiej Jolanta Walkowiak, przedstawicielka słupskich hurtowni budowlanych. – U nas jest odwrotnie. Otwieramy dłonie na wszystkich, zapominając o tych, którzy tu mieszkają i żyją. Czy słupskich radnych wybierali przedstawiciele Castoramy, czy mieszkańcy. Za i przeciw - We Francji 60 procent sklepów to hipermarkety. Polskie społeczeństwo w tej sprawie ma dwojakie poglądy. Tak naprawdę to w Słupsku nie ma hipermarketu, bo „Real” jest w Kobylnicy. Pozostałe sklepy to raczej większe osiedlowe „samy”. Konkurencja musi być - mówi radny Ireneusz Bijata. Kto więc ma rację? Mieszkańcy, którzy mają wybór co do robienia zakupów, czy handlowcy, którzy obawiają się o interesy. A może urzędnicy (to oni w formie miejscowych planów zagospodarowania i pozwoleń na działalność) powinni opracować system otwierania w Słupsku hipermarketów. Tak, aby i wilk był syty (zadowoleni lokalni handlowcy) i owca cała (społeczeństwo mające prawo wyboru miejsca zakupów).

- Społeczeństwo codziennie pokazuje, czy hipermarkety są potrzebne. Wystarczy zobaczyć, jakie kolejki są w każdym z nich - powiedział niedawno na sesji Ryszard Kwiatkowski, wiceprezydent Słupska.

I nie można mu nie przyznać racji. Choć rację ma również radny Igor Strąk, który wstawił się za lokalnym biznesem.

- Zamiast pomagać tym ludziom, bo są miejscowi, na miejscu prowadzą biznesy, zatrudniają, to my ich szczypiemy kolejnymi decyzjami. Rozumiem, że jest wolny rynek, ale musi istnieć granica, kiedy powinnyśmy powiedzieć „stop hipermarketom”. Nie wiem czy taka chwila już nie nadeszła - dodaje radny...

Więcej czytaj w piątkowym wydaniu "Dziennika Słupskiego.
 
 

Informacje na temat artykułu:
Źródło:POLSKA Dziennik Bałtycki
data dodania:2005-10-14
wyświetleń:932

Copyright 2003-2026 by Studio Reklamy "Best Media". Wszelkie prawa zastrzeżone. Aktualnie On-Line: 36 Gości