Styczeń 2026 »
PnWtŚrCzPtSoNd
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
  Pb 95
  ON
  Lpg
 
  USD
  EUR
  CHF
 
Google
Baza firm
Wiadomości
Ogłoszenia
Nieruchomości
Motoryzacja
Menu Online
   
Kategoria: Aktualności
Policja puściła bandytów
Rozmiar tekstu: A A A
Dwudziestoletni mężczyzna stał się ofiarą napadu. Został pobity, skopany i ukradziono mu telefon komórkowy. Wezwana na miejsce zdarzenia policja nie zatrzymała jednak sprawców, bo ci powiedzieli, że... to nie oni. Mimo że pokrzywdzony ich rozpoznał. W nocy z czwartku na piątek w Słupsku 20-letni Łukasz K., słupszczanin mieszkający w Stanach Zjednoczonych, odprowadził z pubu dziewczynę. Gdy wracał sam ul. Szczecińską, na jego drodze stanęła grupa czterech młodych mężczyzn i dwóch kobiet. - Jedna z nich chwyciła mnie pod rękę i okręciła. Wtedy jej koledzy rzucili się na mnie, bo według nich to ja ją zaczepiłem. Dostałem pięścią w twarz. Przewrócili mnie, kopali. Próbowałem wstać, ale znowu mnie przewrócili. Rzucali we mnie jakimiś przedmiotami - relacjonuje ofiara bandytów. - Później zabrali mi "komórkę".

Najprawdopodobniej ktoś z pobliskiej stacji benzynowej wezwał policję. Sprawcy się rozpiechrzli. - Pojechaliśmy z policjantami ich szukać. Byli niedaleko - mówi Łukasz K. - Rozpoznałem dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Pozostali dwaj zdążyli uciec. Policjanci wylegitymowali grupę i... wszystkich puścili. A dziewczyny odwieźli radiowozem do domu. Mnie zabrało pogotowie.

Ranny Łukasz K. trafił na izbę przyjęć słupskiego szpitala ze wstrząsem mózgu, posianiaczoną twarzą, wybitym zębem, ranami na czole i ręce, które wymagały szycia. - Policjanci przyjechali do szpitala. Powiedzieli, że musieli puścić sprawców, bo ci, których rozpoznałem "nie bili mnie, lecz odsuwali ode mnie tych dwóch, którzy uciekli". I wyszło na to, że mnie bronili. W notatce policjant napisał, że nikogo nie rozpoznałem. Zostałem tylko pouczony, że mogę "zgłosić pobicie". Wróciłem do domu taksówką.

- To skandal, by ofiara napadu tak traktowana. Nie rozumien zachowania policji - mówi zbulwersowany Mirosław Pająk, słupski radny, krewny pobitego. - Dopiero po mojej wizycie w komendzie ruszyło śledztwo, były okazania sprawców, a pobicie okazało się rozbojem. Jednak dwaj sprawcy nie zostali jeszcze zatrzymani. Tymczasem według Emilii Adamiec, rzecznika słupskiej policji, interwencja przebiegała prawidłowo:- Rzeczywiście, na początku wyszło wiele zamieszania - przyznaje. - Jednak tylko dlatego, że pobity raz rozpoznawał, raz nie rozpoznawał sprawców. Do zatrzymania nie było więc podstaw. Funkcjonariusze wszystkich spisali. (ber)
 
 

Informacje na temat artykułu:
Źródło:Głos Słupski
data dodania:2004-08-31
wyświetleń:780

Copyright 2003-2026 by Studio Reklamy "Best Media". Wszelkie prawa zastrzeżone. Aktualnie On-Line: 31 Gości