|
||||||
- Aktualności » Wiadomości dnia • Z ostatniej chwili • Kronika policyjna • Pogoda • Program TV
- Kultura » Imprezy • Wystawy • Kino: Milenium · Rejs • Filharmonia • Teatr: Nowy · Rondo · Lalki Tęcza
- Informator » Baza firm i instytucji • Książka telefoniczna • Apteki • Bankomaty • Urzędy
- Słupsk » Plan miasta • Rozkład jazdy: MZK · PKS • Galeria • Historia • O Słupsku • Kamera • Hot Spot
- Pod ręką » Menu Online • Auto Moto • Nieruchomości • Praca • Ogłoszenia
| Pb 95 zł |
ON zł |
Lpg zł |
| USD zł |
EUR zł |
CHF zł |
Kategoria: Aktualności
Sąd zamknął drzwi
Rozmiar tekstu: A A A
Wczoraj przed słupskim Sądem Rejonowym rozpoczęła się jedna z
bardziej bulwersujących spraw - Witold J., były dyrektor
słupskiego szpitala, obecny zastępca ordynatora chirurgii
ogólnej, odpowiada o przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia
korzyści majątkowych. Chodzi o 118 tysięcy złotych! Ku
zaskoczeniu wszystkich - nawet prokuratury - jawność procesu
została wyłączona. Sąd uznał interes prywatny za ważniejszy od
publicznego.
Doktor Witold J. opuścił dyrektorski fotel na początku 2001
roku po tym, gdy Zarząd Województwa Pomorskiego stwierdził, że w
2000 roku dyrektor pobrał prawie 118 tys. zł dodatkowego
wynagrodzenia, które mu się nie należało. Pobrał, bo jako
dyrektor zawierał umowy sam ze sobą - jako lekarzem. Jego pensja
wynosiła wtedy ok. 8,6 tys. zł miesięcznie. Szpital skierował
pozew do sądu, a Urząd Marszałkowski powiadomił prokuraturę. We
wrześniu 2001 r. Witoldowi J. przedstawiono zarzuty m.in.
pobierania nienależnego wynagrodzenia i zawyżania liczby godzin
dyżurów w pogotowiu. W listopadzie 2001 roku był gotowy akt
oskarżenia. Na proces akta czekały prawie lata. Rozpoczął się
dopiero wczoraj.
Jednak ani pacjenci szpitala w Słupsku i ich rodziny, ani
pracownicy tej placówki, ani mieszkańcy miasta i okolic nie będą
mogli na bieżąco śledzić procesu. Nie będziemy informować o
przebiegu procesu, ponieważ asesor sądowy Grażyna Maziarz
wyłączyła jawność rozprawy. Jak można było się zorientować z
perspektywy sądowego korytarza, zrobiła to po konsultacji z inną
asesor - Małgorzatą Ziółkowską, nie zasiadającą w składzie
orzekającym. Zamknięcie dziennikarzom przed nosem drzwi asesor
Maziarz uzasadniła interesem prywatnym oskarżonego, osłabieniem
zaufania pacjentów do lekarza, możliwością nadużycia zaufania
lokalnej społeczności do służby zdrowia, czyli... pokrzywdzonego
przez doktora szpitala!
Niejawność procesu zaskoczyła także prokuraturę. - Podejmiemy
kroki zmierzające do tego, by proces toczył się publicznie -
zapowiada Tomasz Walendziak, zastępca słupskiego prokuratora
rejonowego. - Publiczność procesu jest podstawową zasadą Kodeksu
postępowania karnego. Sam jestem mocno zdziwiony wyłączeniem
jawności w takiej sprawie. (ber)
By niejawność procesu nie pozbawiła całkowicie naszych
Czytelników informacji, wyproszeni z sali sądowej,
postanowiliśmy prześledzić historię terminów procesu Witolda J.:
* 12 marca 2003 - pierwszy termin rozprawy: choroba asesorki
* 14 maja - sprawa spada z wokandy, bo adwokat oskarżonego ma
cztery inne sprawy w sądach
* 30 czerwca - oskarżony usprawiedliwia nieobecność w sądzie
zwolnieniem lekarskim, wystawionym przez specjalistę medycyny
ogólnej i ginekologa w jednej osobie z Niepublicznego ZOZ-u w
Dębnicy Kaszubskiej; zwolnienie potwierdza biegły lekarz sądowy,
- na co dzień podwładny Witolda J. w szpitalu, a jednocześnie
pracujący z oskarżonym w tej samej spółce lekarskiej
* 3 września - oskarżony znowu choruje; tenże podwładny wystawia
oskarżonemu zwolnienie jako lekarz i potwierdza je jako biegły
* wczoraj - rozprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami. (ber)
O serwisie ::
Reklama ::
Polityka Prywatności ::
Kontakt
Copyright 2003-2026 by Studio Reklamy "Best Media". Wszelkie prawa zastrzeżone.
Aktualnie On-Line: 39 Gości




