Styczeń 2026 »
PnWtŚrCzPtSoNd
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
  Pb 95
  ON
  Lpg
 
  USD
  EUR
  CHF
 
Google
Baza firm
Wiadomości
Ogłoszenia
Nieruchomości
Motoryzacja
Menu Online
   
Kategoria: Aktualności
Sąd zamknął drzwi
Rozmiar tekstu: A A A
Wczoraj przed słupskim Sądem Rejonowym rozpoczęła się jedna z bardziej bulwersujących spraw - Witold J., były dyrektor słupskiego szpitala, obecny zastępca ordynatora chirurgii ogólnej, odpowiada o przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Chodzi o 118 tysięcy złotych! Ku zaskoczeniu wszystkich - nawet prokuratury - jawność procesu została wyłączona. Sąd uznał interes prywatny za ważniejszy od publicznego. Doktor Witold J. opuścił dyrektorski fotel na początku 2001 roku po tym, gdy Zarząd Województwa Pomorskiego stwierdził, że w 2000 roku dyrektor pobrał prawie 118 tys. zł dodatkowego wynagrodzenia, które mu się nie należało. Pobrał, bo jako dyrektor zawierał umowy sam ze sobą - jako lekarzem. Jego pensja wynosiła wtedy ok. 8,6 tys. zł miesięcznie. Szpital skierował pozew do sądu, a Urząd Marszałkowski powiadomił prokuraturę. We wrześniu 2001 r. Witoldowi J. przedstawiono zarzuty m.in. pobierania nienależnego wynagrodzenia i zawyżania liczby godzin dyżurów w pogotowiu. W listopadzie 2001 roku był gotowy akt oskarżenia. Na proces akta czekały prawie lata. Rozpoczął się dopiero wczoraj. Jednak ani pacjenci szpitala w Słupsku i ich rodziny, ani pracownicy tej placówki, ani mieszkańcy miasta i okolic nie będą mogli na bieżąco śledzić procesu. Nie będziemy informować o przebiegu procesu, ponieważ asesor sądowy Grażyna Maziarz wyłączyła jawność rozprawy. Jak można było się zorientować z perspektywy sądowego korytarza, zrobiła to po konsultacji z inną asesor - Małgorzatą Ziółkowską, nie zasiadającą w składzie orzekającym. Zamknięcie dziennikarzom przed nosem drzwi asesor Maziarz uzasadniła interesem prywatnym oskarżonego, osłabieniem zaufania pacjentów do lekarza, możliwością nadużycia zaufania lokalnej społeczności do służby zdrowia, czyli... pokrzywdzonego przez doktora szpitala! Niejawność procesu zaskoczyła także prokuraturę. - Podejmiemy kroki zmierzające do tego, by proces toczył się publicznie - zapowiada Tomasz Walendziak, zastępca słupskiego prokuratora rejonowego. - Publiczność procesu jest podstawową zasadą Kodeksu postępowania karnego. Sam jestem mocno zdziwiony wyłączeniem jawności w takiej sprawie. (ber) By niejawność procesu nie pozbawiła całkowicie naszych Czytelników informacji, wyproszeni z sali sądowej, postanowiliśmy prześledzić historię terminów procesu Witolda J.: * 12 marca 2003 - pierwszy termin rozprawy: choroba asesorki * 14 maja - sprawa spada z wokandy, bo adwokat oskarżonego ma cztery inne sprawy w sądach * 30 czerwca - oskarżony usprawiedliwia nieobecność w sądzie zwolnieniem lekarskim, wystawionym przez specjalistę medycyny ogólnej i ginekologa w jednej osobie z Niepublicznego ZOZ-u w Dębnicy Kaszubskiej; zwolnienie potwierdza biegły lekarz sądowy, - na co dzień podwładny Witolda J. w szpitalu, a jednocześnie pracujący z oskarżonym w tej samej spółce lekarskiej * 3 września - oskarżony znowu choruje; tenże podwładny wystawia oskarżonemu zwolnienie jako lekarz i potwierdza je jako biegły * wczoraj - rozprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami. (ber)
 
 

Informacje na temat artykułu:
Źródło:Głos Słupski
data dodania:2003-10-09
wyświetleń:759

Copyright 2003-2026 by Studio Reklamy "Best Media". Wszelkie prawa zastrzeżone. Aktualnie On-Line: 39 Gości