|
||||||
- Aktualności » Wiadomości dnia • Z ostatniej chwili • Kronika policyjna • Pogoda • Program TV
- Kultura » Imprezy • Wystawy • Kino: Milenium · Rejs • Filharmonia • Teatr: Nowy · Rondo · Lalki Tęcza
- Informator » Baza firm i instytucji • Książka telefoniczna • Apteki • Bankomaty • Urzędy
- Słupsk » Plan miasta • Rozkład jazdy: MZK · PKS • Galeria • Historia • O Słupsku • Kamera • Hot Spot
- Pod ręką » Menu Online • Auto Moto • Nieruchomości • Praca • Ogłoszenia
| Pb 95 zł |
ON zł |
Lpg zł |
| USD zł |
EUR zł |
CHF zł |
Kategoria: Aktualności
Igranie z ludzkim zdrowiem
Rozmiar tekstu: A A A
Odmowa przyjęcia chorych na oddział, a w najlepszym razie
przesunięcie terminów zabiegów - tak wygląda obecnie codzienna
rzeczywistość w części szpitali regionu słupskiego. Pacjenci są
oburzeni. - Przestrzegaliśmy, że tak może się stać. Winny jest
Narodowy Fundusz Zdrowia, który daje nam za mało pieniędzy. Stąd
wyczerpaliśmy już limity przyjęć. A nie możemy wykonywać
zabiegów, za które nikt nam nie zapłaci - mówią dyrektorzy
szpitali.
Janusz Cholak, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w
Samodzielnym Publicznym Zespole Opieki Zdrowotnej w Lęborku,
wydał zarządzenie dla ordynatorów, w którym nakazuje
zaprzestanie wykonywania wcześniej zaplanowanych zabiegów. -
Oczywiście, dotyczy to tylko przypadków, gdzie nie ma zagrożenia
życia. Pacjenci są tym oburzeni, bo muszą czekać na zabiegi do
nowego roku, ale nie mamy innego wyjścia. Winny jest Narodowy
Fundusz Zdrowia, bo dał nam aż o 1,7 miliona złotych mniej na
zabiegi niż w ubiegłym roku. Nie możemy finansowo pogrążać
szpitala, bo w ogóle może on przestać istnieć - oznajmia J.
Cholak.
W słupskim szpitalu z powodu małych limitów terminowe zabiegi
są przesuwane o kilka tygodni. Część pacjentów będzie musiała
poczekać do przyszłego roku. - Na oddziałach prowadzone są
zeszyty z kolejkami do zabiegu. Jest tam od kilku do kilkunastu
osób - przyznaje Andrzej Piotrowski, dyrektor słupskiej
placówki. Z miesiąca na miesiąc przesuwane są także terminy
zabiegów w miasteckim szpitalu. - To lekarze na oddziałach
decydują, czy chory musi mieć zabieg od razu, czy może poczekać.
Przyznaję, że to igranie z ludzkim zdrowiem, ale taka jest
smutna rzeczywistość - mówi Beata Dąbrowska-Remesz, zastępca
dyrektora Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w
Miastku. W tutejszej placówce zdarza się, że pacjenci nie są
przyjmowani na oddział wewnętrzny, jeśli lekarz w szpitalu uzna,
że mimo wszystko mogą chorować w domu.
Nieco inna sytuacja jest w szpitalach w Bytowie i Człuchowie. -
Pacjenci nie są niczemu winni i nie powinni cierpieć. Wykonujemy
planowane zabiegi i nie odmawiamy przyjęcia chorych mimo
przekraczanych limitów - oznajmia Maciej Merkisz, dyrektor
szpitala w Człuchowie.
Narodowy Fundusz Zdrowia zapowiada, że w tym roku nie da już
szpitalom ani złotówki więcej. (ang)
O serwisie ::
Reklama ::
Polityka Prywatności ::
Kontakt
Copyright 2003-2026 by Studio Reklamy "Best Media". Wszelkie prawa zastrzeżone.
Aktualnie On-Line: 47 Gości




