|
||||||
- Aktualności » Wiadomości dnia • Z ostatniej chwili • Kronika policyjna • Pogoda • Program TV
- Kultura » Imprezy • Wystawy • Kino: Milenium · Rejs • Filharmonia • Teatr: Nowy · Rondo · Lalki Tęcza
- Informator » Baza firm i instytucji • Książka telefoniczna • Apteki • Bankomaty • Urzędy
- Słupsk » Plan miasta • Rozkład jazdy: MZK · PKS • Galeria • Historia • O Słupsku • Kamera • Hot Spot
- Pod ręką » Menu Online • Auto Moto • Nieruchomości • Praca • Ogłoszenia
| Pb 95 zł |
ON zł |
Lpg zł |
| USD zł |
EUR zł |
CHF zł |
Kategoria: Aktualności
Policja puściła bandytów
Rozmiar tekstu: A A A
Dwudziestoletni mężczyzna stał się ofiarą napadu. Został
pobity, skopany i ukradziono mu telefon komórkowy. Wezwana na
miejsce zdarzenia policja nie zatrzymała jednak sprawców, bo ci
powiedzieli, że... to nie oni. Mimo że pokrzywdzony ich
rozpoznał.
W nocy z czwartku na piątek w Słupsku 20-letni Łukasz K.,
słupszczanin mieszkający w Stanach Zjednoczonych, odprowadził z
pubu dziewczynę. Gdy wracał sam ul. Szczecińską, na jego drodze
stanęła grupa czterech młodych mężczyzn i dwóch kobiet. - Jedna
z nich chwyciła mnie pod rękę i okręciła. Wtedy jej koledzy
rzucili się na mnie, bo według nich to ja ją zaczepiłem.
Dostałem pięścią w twarz. Przewrócili mnie, kopali. Próbowałem
wstać, ale znowu mnie przewrócili. Rzucali we mnie jakimiś
przedmiotami - relacjonuje ofiara bandytów. - Później zabrali mi
"komórkę".
Najprawdopodobniej ktoś z pobliskiej stacji benzynowej wezwał policję. Sprawcy się rozpiechrzli. - Pojechaliśmy z policjantami ich szukać. Byli niedaleko - mówi Łukasz K. - Rozpoznałem dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Pozostali dwaj zdążyli uciec. Policjanci wylegitymowali grupę i... wszystkich puścili. A dziewczyny odwieźli radiowozem do domu. Mnie zabrało pogotowie.
Ranny Łukasz K. trafił na izbę przyjęć słupskiego szpitala ze wstrząsem mózgu, posianiaczoną twarzą, wybitym zębem, ranami na czole i ręce, które wymagały szycia. - Policjanci przyjechali do szpitala. Powiedzieli, że musieli puścić sprawców, bo ci, których rozpoznałem "nie bili mnie, lecz odsuwali ode mnie tych dwóch, którzy uciekli". I wyszło na to, że mnie bronili. W notatce policjant napisał, że nikogo nie rozpoznałem. Zostałem tylko pouczony, że mogę "zgłosić pobicie". Wróciłem do domu taksówką.
- To skandal, by ofiara napadu tak traktowana. Nie rozumien zachowania policji - mówi zbulwersowany Mirosław Pająk, słupski radny, krewny pobitego. - Dopiero po mojej wizycie w komendzie ruszyło śledztwo, były okazania sprawców, a pobicie okazało się rozbojem. Jednak dwaj sprawcy nie zostali jeszcze zatrzymani. Tymczasem według Emilii Adamiec, rzecznika słupskiej policji, interwencja przebiegała prawidłowo:- Rzeczywiście, na początku wyszło wiele zamieszania - przyznaje. - Jednak tylko dlatego, że pobity raz rozpoznawał, raz nie rozpoznawał sprawców. Do zatrzymania nie było więc podstaw. Funkcjonariusze wszystkich spisali. (ber)
Najprawdopodobniej ktoś z pobliskiej stacji benzynowej wezwał policję. Sprawcy się rozpiechrzli. - Pojechaliśmy z policjantami ich szukać. Byli niedaleko - mówi Łukasz K. - Rozpoznałem dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Pozostali dwaj zdążyli uciec. Policjanci wylegitymowali grupę i... wszystkich puścili. A dziewczyny odwieźli radiowozem do domu. Mnie zabrało pogotowie.
Ranny Łukasz K. trafił na izbę przyjęć słupskiego szpitala ze wstrząsem mózgu, posianiaczoną twarzą, wybitym zębem, ranami na czole i ręce, które wymagały szycia. - Policjanci przyjechali do szpitala. Powiedzieli, że musieli puścić sprawców, bo ci, których rozpoznałem "nie bili mnie, lecz odsuwali ode mnie tych dwóch, którzy uciekli". I wyszło na to, że mnie bronili. W notatce policjant napisał, że nikogo nie rozpoznałem. Zostałem tylko pouczony, że mogę "zgłosić pobicie". Wróciłem do domu taksówką.
- To skandal, by ofiara napadu tak traktowana. Nie rozumien zachowania policji - mówi zbulwersowany Mirosław Pająk, słupski radny, krewny pobitego. - Dopiero po mojej wizycie w komendzie ruszyło śledztwo, były okazania sprawców, a pobicie okazało się rozbojem. Jednak dwaj sprawcy nie zostali jeszcze zatrzymani. Tymczasem według Emilii Adamiec, rzecznika słupskiej policji, interwencja przebiegała prawidłowo:- Rzeczywiście, na początku wyszło wiele zamieszania - przyznaje. - Jednak tylko dlatego, że pobity raz rozpoznawał, raz nie rozpoznawał sprawców. Do zatrzymania nie było więc podstaw. Funkcjonariusze wszystkich spisali. (ber)
O serwisie ::
Reklama ::
Polityka Prywatności ::
Kontakt
Copyright 2003-2026 by Studio Reklamy "Best Media". Wszelkie prawa zastrzeżone.
Aktualnie On-Line: 38 Gości




